Irena Koniew, niepełnosprawna tłumaczka z Zabrza, fotografuje swoje akty i maluje pejzaże. - Ma dobre wyczucie kompozycji i doskonale potrafi uchwycić moment, a przy tym wciąż robi postępy - mówi malarz Tadeusz Nowotarski, który uczy panią Irenę warsztatu.
Gdy miała 12 lat, wpadła pod tramwaj. Straciła obie nogi i jedną rękę. Mimo to Irena pozostała odważną, pełną życia kobietą. Skończyła studia, urodziła syna. Dużo pływała. Kiedy dyrektorka jednego z miejskich basenów zabroniła jej przychodzić ("bo inni ludzie są niezadowoleni"), zaczęła się fotografować i malować obrazy.
Jesteśmy tacy jak wy
Z Ireną Koniew spotykam się w Reptach, ośrodku rehabilitacyjnym na Śląsku. Przyjechała tu odpocząć. Sprawnie podjeżdża elektrycznym wózkiem pod górę i parkuje przy kawiarnianym stoliku. Spodziewam się zmęczonej życiem kobiety, ale nie - Irena Koniew, po czterdziestce, tłumaczka z Zabrza, jest uśmiechnięta i bezpośrednia. Przenikliwe oczy z ognikami, a na głowie zawadiacka czapeczka z kordonku. - Znam swoją wartość. Jestem wolna i niezależna - mówi prowokująco.
I pokazuje swoje zdjęcia: naga leży w lesie, wychyla się zza drzewa, siedzi na trawie. Ma się wrażenie, że z każdej fotografii krzyczy: "Patrzcie, jestem kobietą!". Szokuje, daje do myślenia, nie pozostawia obojętnym. - Chcę tylko, żeby zdrowi ludzie odkryli, że jesteśmy tacy jak oni. I żeby inni niepełnosprawni też poznali swoją wartość - wyjaśnia.
Samouk to przeszkoda
Zdjęcia robi samowyzwalaczem. Jak sobie radzi z płótnem, farbami i stosem pędzli? Jest uparta i konkretna, nie poddaje się łatwo. Ciągnie ją do natury. Jej modele to zwykli ludzie, często Cyganie.
- Bardzo dobra kompozycja, światło, moment. To dojrzała, otwarta, wrażliwa i pojętna osoba. Aż sam się czasem zastanawiam: jak ona to robi? - przyznaje Tadeusz Nowotarski, malarz i grafik, syn Romana, znanego śląskiego artysty malarza. Od dwóch lat Nowotarski junior odwiedza panią Irenę w domu i uczy ją warsztatu. - Resztę umie. Niezwykle szybko robi postępy - ocenia.
W maju pani Irena wystawiła obrazy w galerii w piwnicach Muzeum Miejskiego w Zabrzu. Na otwarcie przemyciła kilka swoich aktów, ale ludzie udawali, że ich nie widzą. Nie wiedzieli jak się zachować, gdy widzieli nagie ciało niepełnosprawnej kobiety.
Pani Irena marzy, aby jej prace pokazała duża galeria, np. w Warszawie. - Może zainspiruję innych niepełnosprawnych? - zastanawia się.
Pytała w kilku galeriach na Śląsku. Nikt nie chciał pomóc, gdy okazywało się, że nie ma artystycznego wykształcenia i innych wystaw w dorobku. Przepisy tego nie wymagają, więc dlaczego?
- Bo jest samoukiem - kwituje Nowotarski. - Nikifor też miał trudności, a teraz wszyscy chcą go wystawiać!"